obrazki

Gacie

gacie

Dwa dni w Pekinie.

Mam względem tego miasta takie uczucia jak Maria Peszek względem W-wy. Pieprzę cię miasto, twoje krwawe dzieje, bledną gdy dnieje. W pociągu powrotnym do S-haju spotkałem tubylca lat 30+ i fajnie sobie porozmawialiśmy o historii. „Wiesz”, powiedział, „oni tam, na plac, nie przyszli wcale, żeby zmienić system, tylko żeby go zreformować”. Więc opowiedziałem, co się działo w Polsce tego samego dnia, VIIIIXVIIV.  No i że u Was tutaj komunizm równał się niepodległość, a u nas to syf malaria korniki, i że babcia chowała się  przed ruskimi dwa tygodnie w piwnicy, bo gwałcili wszystko, co miało dwie nogi.

Tubylcy kiedyś na takie dictum robili głupie miny i strzelali oczami. A tu uśmiech, kiwanie główką. Tak, tak, im dłużej tu jestem, tym więcej takich rozmów, więcej zrozumienia.

W kraju, w którym telewizja przypomina gacie, wszystko jest możliwe.

Reklamy
Zwykły wpis
Bez kategorii

Xintiandi (1)

xintiandi

Xintiandi

Niedaleko stąd odbył się pierwszy zjazd komunistycznej partii Chin, więc partia postanowiła zaznaczyć swoją obecność. Billboard wzywa do studiowania „18 duchów Partii”. Co to za duchy (精神), dokładnie nie wiem, ale na razie nie chce mi się tego dokładnie sprawdzać, bo to i tak nie ma żadnego znaczenia. Ciekawszy jest konkret/kontekst: wieżowce, zagraniczne auta i kawa a la Starbucks po 40CNY (20zł) za kubek.  Tubylcy spoglądają na te plakaty tak, jak w Polsce odbiera się nieudane kampanie społeczne w rodzaju „zupa była za słona”. Plakaty pojawiają się i znikają, a ostatecznie i tak liczy się tylko grubość portfela.

Ale o Xintiandi i pierwszym zjeździe partii jeszcze napiszę.

Zwykły wpis
trawienie

Kolumb i odkrycie nudnego świata

Obejrzałem sobie nieco zapomniany film Ridleya Scotta o Krzysztofie Kolumbie (1492: Conquest of the Paradise). Jak to u Scotta, strona wizualna jest olśniewająca. Urzekły mnie te statyczne sceny z rekonstrukcjami statcolumbus-voyage-4ków, osad indiańskich i pierwszych budowli kolonialnych. Wgapiałem się w odtworzone z pietyzmem kostiumy, zachwycałem się grą Żory Diepardiejewa (w roli Krzysztofa Kolumba) oraz Sigourney Weaver (królowa Izabela). Wzruszyła mnie muzyka Vangelisa.

A jednak film jest nudny.

Scott nie potrafił pokazać, jak wielkim i śmiałym wyczynem było pokonanie Atlantyku. W tamtych czasach marynarze bali się niekorzystnych wiatrów, sztormów, wierzyli w morskie potwory i rozmaite przesądy. Opłynięcie przylądka Ras Budżur to w historii Portulagii coś takiego, jak u nas bitwa pod Grunwaldem. Dziś podróżowanie wydaje nam się czymś oczywistym i trudno nam docenić śmiałość dawnych żeglarzy. Łatwiej nam wczuć się w Chucka Yeagera, kiedy przekracza barierę dźwięku (The Right Stuff), niż w Krzysztofa Kolumba płynącego na koniec świata.

Czas deprecjonuje największe odkrycia.

Próbuję sobie wyobrazić film o wynalezieniu koła i jakoś nic nie przychodzi mi do głowy.

Zwykły wpis
obrazki

Masaż

Salon masażu, jakich w Szanghaju wiele.

Duże, przeszkolone drzwi, przez które przeziera hol, wyłożony marmuropodobnymi płytami. Wewnątrz kurzą się plastykowe kwiaty, nad drzwiami zmysłowo lśni stylowy szyld: Massage.

Przed wejściem ustawiono dla zmyłki małą tablicę z listą rodzajów masażu, oferowanych rzekomo w lokalu. Przed tablicą przystanęły trzy turystki w średnim wieku i luźnych spódnicach, niechybnie Amerykanki (jedna Czarna). Stoją i cielęcym wzrokiem przyglądają się ofercie.

Tuż obok dwie wymalowane Chinki, wbite w małe czarne sukienki, wydekoltowane i kończące się nieco poniżej pępka, zaciągnęły straż u wrót salonu. Jedna z dziewcząt wesoło macha do facetów idących ulicą.

Druga – z wyrazem najwyższego zdumienia na twarzy – przygląda się turystkom.

Amerykanki też się dziwią. Wreszcie zaczyna do nich docierać, że nie o taki masaż im chodziło.

Zwykły wpis